Prawne aspekty konkubinatu

W związku z rosnącą liczbą konkubinatów (zwanych też związkami partnerskimi lub nieformalnymi), warto omówić w jaki sposób ta coraz bardziej popularna formuła wspólnego życia odnajduje się w realiach polskiego prawa.

Nasze przepisy milczą na temat konkubinatu pomimo, że ten rodzaj związku był znany już w starożytnym Rzymie. Zastosowanie znajdują przepisy regulujące stosunki prawne między obcymi osobami. Wyjątkiem jest prawo rodzinne. Obydwoje partnerzy mają pełnię władzy rodzicielskiej, prawo do kontaktów z dzieckiem i obowiązek utrzymywania dzieci. Problem zaczyna się przy rozstaniu rodziców. W razie rozwodu sąd kompleksowo reguluje powyższe kwestie, natomiast w przypadku rozejścia rodziców-konkubentów, zachodzi konieczność ustalenia komu przysługuje władza rodzicielska oraz określenia wysokości alimentów na drodze sądowej. Ponadto może zajść potrzeba ustalenia kontaktów rodzica z drugim rodzicem, który nie mieszka z dzieckiem. Nie trzeba dodawać, że takie sprawy są obciążone sporym ładunkiem emocji.

Wiele problemów może nastręczyć także kwestia dziedziczenia, gdyż w świetle prawa konkubent to osoba obca. Warto zawczasu rozważyć sporządzenie testamentu lub dokonanie darowizny na rzecz partnera. Jeżeli partnerzy są w podobnym wieku to powstaje jednak pytanie, kto powinien dokonać takiej darowizny? Testament również może nie stanowić ostatecznego rozwiązania problemu, gdyż spadkobierców ustawowych trzeba wezwać do notariusza lub przed sąd aby uczestniczyli w sprawie o stwierdzenie nabycia spadku. Spadkobiercy ustawowi (czyli krewni spadkodawcy dziedziczący z mocy ustawy) mogą podważać testament lub domagać się zapłaty zachowku, czyli połowy majątku spadkodawcy, który przypadałby im, gdyby testamentu nie było. Zawsze można jednak znaleźć rozwiązanie adekwatne do sytuacji danej pary.

Istotne są również kwestie majątkowe, związane przede wszystkim z kupnem nieruchomości. Jeżeli np. jeden z partnerów kupuje mieszkanie, zaś drugi partner spłaca jego kredyt, to nie nabywa w ten sposób prawa do mieszkania. W najlepszym razie przysługuje mu roszczenie o zwrot przeznaczonych na ten cel pieniędzy. Kupiona nieruchomość może zostać odziedziczona przez małżonka bądź przez dzieci z poprzedniego związku.

Należy także uwagę na ryzyka związane z rejestrowaniem działalności gospodarczej na partnera, który odpowiada za długi oraz zobowiązania podatkowe. Taka sytuacja zdarza się dosyć często, gdy partnerowi faktycznie prowadzącemu biznes powinęła się noga i ze względu na wierzycieli, nie jest w stanie pod własnym nazwiskiem prowadzić firmy.

Reasumując warto zauważyć, że powyższe uwagi w równym stopniu odnoszą się do związku hetero- oraz homoseksualnych. Powstała w ten sposób równość wobec prawa raczej nie była zamierzona przez ustawodawcę.

28 marca odbędzie się spotkanie z adwokatem traktujące szerzej o powyższym temacie. Więcej szczegółów można znależć na wydarzeniu na facebooku.

Zaszufladkowano do kategorii Blog prawniczy | Dodaj komentarz

Silva rerum

Silva rerum (łac. las rzeczy) to rodzaj dziennika prowadzonego przez polskich szlachciców, w których zapisywali bieżące wydarzenia, przemyślenia, wiersze, przepisy kulinarne, informacje rodzinne (śluby, pogrzeby, wesela etc.) oraz przeróżne, godne odnotowania fakty. Dziennik był przekazywany następnym pokoleniom tworząc swoistą kronikę rodzinną.

Ostatnimi czasy wspomniane łacińskie pojęcie powróciło za sprawą książki autorstwa litewskiej pisarki Kristiny Sabaliauskaite. Jej powieść dotyczy dziejów szlacheckiego rodu Narwojszów na przestrzeni burzliwych dziejów Rzeczpospolitej Szlacheckiej XVII i XVIII wieku. Poznajemy realia ówczesnego życia w Wilnie oraz rodowego dworu w Milkontach na tle wydarzeń historycznych. Polski czytelnik może dotychczas zapoznać się z dwoma tomami tetralogii, która zawiera wątki przygodowe oraz obyczajowe. Wartka akcja, polityka w tle oraz szeroka galeria ciekawych postaci, połączona ze szczegółowym opisem sposobu życia ówczesnego społeczeństwa tworzą doskonały materiał na film, a może nawet serial.

Zdecydowanie polecam.

Zaszufladkowano do kategorii Po godzinach | Dodaj komentarz

SKO

Samorządowe Kolegia Odwoławcze (SKO) to instytucja stworzona aby zachować zasadę dwuinstancyjności w postępowania administracyjnych prowadzonych przed organami samorządowymi. Przekładając na język ludzi niebędących prawnikami, jest to „sąd”, do którego można się odwołać od decyzji burmistrza lub prezydenta miasta lub wójta gminy.

Na decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego można wnieść skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA), a od wyroku WSA przysługuje skarga kasacyjna do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) w Warszawie.

W istocie zatem od decyzji organu samorządowego można odwoływać się aż 3 razy, co tworzy podwójną dwuinstancyjność. SKO nie jest sądem, zazwyczaj nie przeprowadza rozprawy, decyzję przesyła pocztą i charakterem działanie jest zbliżone bardziej do organu administracji aniżeli do sądu.

Walcząc o sprawiedliwość w słusznej dla nas sprawie możemy natknąć się na niespodziankę. Wyobraźmy sobie sytuację, w której SKO oddala nasze odwołanie od decyzji prezydenta miasta. Wnosimy skargę do sądu administracyjnego, który uwzględnia naszą skargę i już czujemy radość z powodu wygranej, gdy tymczasem…

… skargę kasacyjną od wyroku WSA składa SKO, którą w jego imieniu sporządza i podpisuje jeden z członków będący… Otóż to, będący kim? Na pewno nie stroną w sprawie, lecz organem odwoławczym, który wydał już decyzję w tej sprawie, dla nas negatywną.

Jak to jest możliwe z punktu widzenia praworządności? Nie do pomyślenia byłaby sytuacja, w której Sąd Rejonowy, niezadowolony z uchylenia jego wyroku przez Sąd Okręgowy, składa apelację do Sądu Apelacyjnego.

W praktyce spotkała mnie taka sytuacja i nie byłem z jej powodu zachwycony. Dałem wyraz swoim wątpliwościom w odpowiedzi na skargę kasacyjną, lecz ten nie raczył się ustosunkować do moich zarzutów odnośnie braku uprawnienia SKO do zaskarżania wyroków WSA. Przecież SKO nie jest stroną w sprawie, lecz organem odwoławczym, który powinien bezstronne rozpoznawać sprawę, w której decyzję wydał np. wójt gminy. Jeśli już, to wójt gminy powinien wnosić skargę kasacyjną, a nie organ, który rozpoznawał odwołanie od wydanej przez niego decyzji. Absurdem jest sytuacja w której SKO, uprzednio działające jako rzekomo bezstronny organ odwoławczy, wchodzi w rolę strony i składa w jej imieniu dalszy środek odwoławczy. Dodatkowo osoba, która sporządziła skargę kasacyjną, zasiadała w składzie SKO rozpatrującym odwołanie od decyzji wójta gminy.

Niewątpliwie taki modus operandi nie przysparza zaufania do SKO. Pokutuje opinia, że ta instytucja tylko przyklepuje decyzje samorządowców. Argumentem grubszego kalibru jest stwierdzenie, że sprawuje wymiar sprawiedliwości nie posiadając umocowania w Konstytucji.

Doświadczenie uczy jednak, iż warto się odwoływać, gdyż decyzje są wydawane przez urzędników samorządowych w różnym stopniu obeznanych z prawem i szanse na uchylenie niekorzystnego dla nas rozstrzygnięcia są dosyć duże.

Zaszufladkowano do kategorii Blog prawniczy | Dodaj komentarz

O B2B garść uwag prawnych i praktycznych

Rozpowszechniająca się od pewnego czasu zmiana modelu stosunku prawnego łączącego pracodawcę z pracownikiem zawiera w sobie pewne zagrożenia, których pracownicy być może nie są świadomi.

Wpis dedykowany programistom początkującym w branży IT.

W pierwszej kolejności należy zauważyć, iż pracownik decydujący się na świadczenie pracy w trybie b2b przestaje być pracownikiem. Zakłada jednoosobową działalność gospodarczą, licząc na wyższe zarobki netto, związane z mniejszymi składkami na ZUS, które nie są już obliczane proporcjonalnie do wynagrodzenia. Zrzeka się tym samym ochrony prawnej, która przysługuje pracownikom na podstawie kodeksu pracy. Abstrahując od kwestii urlopów, okresu wypowiedzenia czy L4, które w umowie b2b częstokroć się znajdują, zasadniczą różnicą jest inne traktowanie pracownika-przedsiębiorcy w wymiarze sądowym.

Tytułem przykładu przypomnijmy, że pracownik dochodzący swoich roszczeń wobec pracodawcy w wysokości do 50 000,00 zł jest zwolniony od opłaty sądowej od pozwu, natomiast przedsiębiorca – chcąc procesować się z byłym/obecnym pracodawcą – musi wyłożyć 5% wartości dochodzonego roszczenia, chyba że chce ustalać istnienie stosunku pracy. Trzeba dodać, iż potencjalny proces na podstawie umowy b2b odbywałby się przed sądem gospodarczym, którzy – przynajmniej w okręgu wrocławskim – nie grzeszy prędkością, co oznacza konieczność odczekania średnio dwóch-trzech lat na uzyskanie rozstrzygnięcia. Sądy pracy pracują szybciej, ponieważ mają mniej spraw do rozpatrzenia, co wynika już chociażby z występowania omawianego zjawiska.

Warto pamiętać, że przedsiębiorca pracujący w trybie b2b nadal zazwyczaj spełnia wszystkie przesłanki do zakwalifikowania go jako pracownik, co ZUS może chętnie uczynić i zakwestionować status przedsiębiorcy, uznając iż jest on pracownikiem, co może wiązać się z koniecznością dopłacenia składek na ubezpieczenie społeczne. Umowa b2b niewiele różni się od umowy o pracę, często tylko przedrostkiem „współ-” w tytule, zaś faktycznie wszystko pozostaje na dotychczasowych zasadach.

Zagrożenie natury praktycznej może wystąpić w sytuacji, w której pracodawca/zleceniodawca przestaje generować zlecenia i jest zmuszony do redukcji zatrudnienia. Wtedy w pierwszej kolejności pod nóż pójdą samozatrudnieni, zaś w dalszej kolejności osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę.

Reasumując, zyski z umowy b2b – mając na uwadze wysokość wynagrodzenia – mogą być lukratywne, natomiast w dalszej perspektywie, przewidując chociażby wysokość potencjalnej emerytury z ZUS, mogą odbić się też na niekorzyść pracownika, który się na nią zdecydował, gdyż składki z działalności gospodarczej są niższe aniżeli z umowy o pracę.

Zaszufladkowano do kategorii Blog prawniczy | Dodaj komentarz

Serce Urugwaju bije po lewej stronie.

Jak przyznają sami autorzy, przyjechali do Urugwaju zapalić dżointa. Po otrząśnięciu się z przyjemnego haju zorientowali się, że ten mały kraj położony w Ameryce Łacińskiej ma kilka ciekawych historii do opowiedzenia. Absolwenci Polskiej Szkoły Reportażu snują opowieść o mieszkańcach tej krainy przez pryzmat wolności obyczajowych. Poznajemy transwestytów, ojców wychowujących adoptowanego syna w małżeństwie równościowym, sposób legalizacji spożycia marihuany, nieco politycznych zmagań oraz historie zwykłych ludzi.

Autorzy próbują przekonać czytelnika do swoistej wyjątkowości Urugwaju spośród innych krajów latynoskich. Argumentami są niewielkie rozwarstwienie społeczne mierzone współczynnikiem Giniego, stosunkowo pokojowa na tle sąsiadów historia najnowsza, brak rasizmu i przestępczości rodem z brazylijskich faweli, a także prezydent kraju mieszkający na farmie i oddający 90% swoich zarobków na społeczne budownictwo mieszkaniowe.

Lektura pozostawia niedosyt miłośnikom futbolu, gdyż reportażyści poświęcają piłce nożnej tylko dwa krótkie rozdziały, które nie traktują bynajmniej o gwiazdach pokroju Lusia Suareza czy Edinsona Cavaniego, lecz pokrótce streszczają historię Celestes w historii światowego futbolu oraz lokalnego klubu piłkarskiego, którego siedzibę przeznaczono na klub dla osób znajdujących się po drugiej stronie tęczy.

Postawiona teza o nowoczesności i wolności panujących w Urugwaju znajdują potwierdzenie jeśli chodzi o postęp w dziedzinie obyczajowości, natomiast w sferze technologii tudzież gospodarki próżno szukać jakichkolwiek innowacji, być może poza rozdaniem laptopa z dostępem do internetu każdemu dziecku oraz potrzebującemu seniorowi. Autorzy nie ukrywają swojej sympatii dla dokonań władz Urugwaju w powyższych dziedzinach. Dla konserwatywnego czytelnika, obyczajowa rewolucja nie będzie się kojarzyła pozytywnie i z pewnością zada pytanie, czy zakaz noszenia symboli religijnych w miejscach publicznych jest równoznaczny z wolnością?

Budująca jest historia zmagań rządu urugwajskiego z gigantem przemysłu tytoniowego, który pozwał ten kraj przez międzynarodowym arbitrażem z powodu wprowadzonych obostrzeń w reklamie i sprzedaży papierosów. Jednocześnie brakuje odrobiny sięgnięcia w przeszłość ojczyzny pierwszych mistrzów świata w piłce nożnej i skrótowego chociażby wprowadzenia w historię Urugwaju, dzięki czemu łatwiej byłoby zorientować się czytelnikowi nieobeznanemu z dziejami Ameryki Południowej z zawiłościami kolejnych zamachów stanu.

Polecam, aczkolwiek z poczuciem niedosytu.

4/6

„Wyhoduj sobie wolność, Reportaże z Urugwaju.”

Maria Hawranek, Szymon Opryszek.

Wyd. Czarne, 2018.

Zaszufladkowano do kategorii Po godzinach | Dodaj komentarz

II

Temat wpisu jest wynikiem refleksji nad niewielką liczbą wydziałów gospodarczych w sądach rejonowych. Taka ma miejsce w okręgu wrocławskim. Wszystkie wydziały gospodarcze zostały skumulowane w Sądzie Rejonowym dla Wrocławia-Fabrycznej, gdzie istnieją trzy wydziały do rozpoznawania spraw gospodarczych w trybie procesowym, dwa wydziały Krajowego Rejestru Sądowego i jeden wydział do spraw upadłości i restrukturyzacji.

IV wydział zajmuje się sprawami procesowymi z obszaru dzielnic Fabryczna, Śródmieście i Stare-Miasto, XV wydział „obsługuje” dzielnice Krzyki i Psie Pole, natomiast wydział V zajmuje się sprawami spływającymi ze wszystkich rejonów podwrocławskich (obszar dawnego województwa wrocławskiego), czyli Oławy, Strzelina, Wołowa, etc.

Skutek jest prosty do przewidzenia. Tempo rozpoznania spraw jest bardzo wolne, oczekiwanie na wyznaczenie terminu pierwszej rozprawy trwa prawie rok. Uzyskanie nakazu zapłaty wymaga pół roku cierpliwości. Łatwo sobie wyobrazić, iż gdyby w każdym sądzie rejonowym istniał wydział gospodarczy, sprawy toczyłyby się w tempie porównywalnym do spraw cywilnych czy rodzinnych, gdyż takie wydziały są w każdym sądzie rejonowym.

Paradoksalnie, istnienie wydziałów gospodarczych, czyli jednostek w teorii wyspecjalizowanych w rozpoznawaniu spraw przedsiębiorców, działa na ich niekorzyść, gdyż konieczność rozpoznania spraw przez taki wydział znacząco wydłuża uzyskanie wyroku, co z punktu widzenia firmy, która dochodzi zapłaty nieuregulowanej faktury w dużej kwocie, może być zabójcze. W czasie długotrwałego procesu, nierzetelny kontrahent może bowiem upłynnić majątek w celu uniknięcia skutecznej egzekucji po uzyskaniu niekorzystnego dlań rozstrzygnięcia.

Pomimo zlikwidowania w 2013 roku odrębnego postępowania w sprawach gospodarczych, wydziały gospodarcze pozostały i podstawowym kryterium kwalifikacji sprawy do rozpoznania jest ustawa z dnia 24 maja 1989 roku o rozpoznawaniu przez sądy spraw gospodarczych, którego art. 2 ustęp 1 stanowi, iż „sprawami gospodarczymi są sprawy ze stosunków cywilnych między przedsiębiorcami w zakresie prowadzonej przez nich działalności gospodarczej.”

Powyższa definicja jest dosyć pojemna. Praktyka jednak nakazuje szukać furtek umożliwiających uniknięcie trafienia sprawy do wydziału gospodarczego tak aby przyspieszyć jej rozpoznanie. Przykładowo, za pomocą pewnego leciwego orzeczenia Sądu Najwyższego udało się uzasadnić skierowanie sprawy przeciwko członkom zarządu rozpoznania przez wydział cywilny, który w ciągu dwóch miesięcy od wniesienia powództwa wydał nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym. Tempo iście ekspresowe.

Analogicznie jak w przypadku spraw gospodarczych, przedstawiają się spory pracownicze z okręgu wrocławskiego, które są rozpoznawane tylko w Sądzie Rejonowym dla Wrocławia-Śródmieścia, gdzie funkcjonują dwa wydziały pracy i ubezpieczeń społecznych. Wydajność mają podobną do gospodarczych. Na poziomie Sądu Okręgowego również istnieją dwa wydziały, przy czym bariera w postaci wysokości wartości przedmiotu sporu, powoduje iż spraw jest o wiele mniej niż w rejonie. O ile jednak sporów pracowniczych jest coraz mniej w związku z „uśmieciowieniem” rynku pracy, to spraw gospodarczych przybywa z przyczyn, o których mowa będzie w następnym wpisie.

Zaszufladkowano do kategorii Blog prawniczy | Dodaj komentarz