Rzecznik Praw Wszelakich

Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Dziecka, Rzecznik Praw Pacjenta, Rzecznik Finansowy (dawniej: Ubezpieczonych), Rzecznik Praw Przedsiębiorców…

Pewnie można by dłużej wymieniać, ale już powyższa lista pokazuje, że w ostatnich latach zapanowała swoista epidemia erupcja rozmaitych rzeczników. Dodajmy do tego Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, powiatowych i miejskich rzeczników praw konsumenta oraz multum pozostałych instytucji, które w teorii powinny stać na straży praw przeciętnego obywatela (Policja i Prokuratura oraz inne organy ścigania) i możemy dojść do wniosku, że uczciwy obywatel może spać spokojnym snem, skoro tyle urzędów stoi na straży jego praw. Dochodzi do paradoksalnej sytuacji w której państwo powołuje kolejne instytucje, które mają chronić obywateli głównie przed nim samym.

Niestety, nic bardziej mylnego. Tworząc powyższe organy, powstaje sztuczne wrażenie, jakoby każdy z „podopiecznych” miał osobne, wyjątkowe prawa, które potrzebują ochrony. A przecież dziecko to też obywatel. Przedsiębiorca także. Być może powołując następnych rzeczników, państwo zapewnia sobie alibi, że chce pomagać obywatelom, a przecież wystarczyłoby zmienić nieprzyjazne przepisy, stosowanie procedur lub sposób traktowania pacjentów/dzieci/ubezpieczonych* (niepotrzebne skreślić).

Praktyka funkcjonowania Rzeczników uświadamia, że zakres ich pomocy w indywidualnej sprawie jest bardzo ograniczony. Mogą służyć poradą, interwencją, ewentualnie przystąpią do postępowania, ale to tylko w wyjątkowych (zazwyczaj medialnych) sytuacjach. Ani UOKiK ani Rzecznicy nie będą pisać poszkodowanym pism procesowych, reprezentować ich przed sądami ani organami ścigania. Rzecznicy nie mają żadnej mocy sprawczej i poza przyjęciem skargi niewiele mogą zrobić. Nie wyręczą nikogo w samodzielnym dochodzeniu swoich praw.

W pamięci utkwiło mi pouczenie zawarte w odpowiedzi na skargę wystosowaną do UOKiK-u, który podziękował za zgłoszenie, poinformował, że przeprowadzi kontrolę u nieuczciwego przedsiębiorcy i jednocześnie podkreślił, że w indywidualnej sprawie nie udzieli żadnej pomocy i zaleca skierowanie sprawy na drogę sądową. Innymi słowy – UOKiK przeprowadzi kontrolę, nałoży karę, ale osoba poszkodowana nie będzie miała z tego tytułu potencjalnych korzyści.

Moda na rzecznikowanie rozszerzyła się na branżę prywatną, gdzie jedna z firm windykacyjnych w stopce swoich pism zamieszcza możliwość odwołania do Rzecznika Praw Dłużnika, którym jest – uwaga, niespodzianka – pracownik firmy windykacyjnego, który z pewnością wesprze dłużnika w jego zmaganiach z bezwględną windykacją.

Zanosi się więc na to, że Rzecznicy nie znikną z naszego krajobrazu. Co więcej, na horyzoncie pojawiają się następni. Jeden z kandydatków na Prezydenta RP zaproponował powołanie Rzecznika Praw Zwierząt. Łatwo zgadnąć, z której opcji jest kandydat.

Zaszufladkowano do kategorii Blog prawniczy | Dodaj komentarz

„Monoparentalna”, czyli prawnicza ojczyzna polszczyzna.

Inspiracją niniejszego wpisu będzie nowo zasłyszane słowo, które ma szansę przeniknąć z prawniczego żargonu do języka potocznego. Jest nim mianowicie tytułowy przymiotnik określający rodzinę, w której wszystkie dzieci pochodzą od tych samych rodziców. Czyli przeciwieństwo rodziny „patchworkowej”. Do niedawna standardowy model rodziny, a od pewnego czasu wyjątek potrzebujący wzmocnienia poprzez zastosowanie pochodzącego z języka angielskiego epitetu. Jak pokazują bowiem statystyki, w niektórych rejonach Polski (np. Wałbrzych, Jelenia Góra) już połowa dzieci rodzi się w związkach pozamałżeńskich. Dodając do tego rosnącą ilość rozwodów, mnożąc przez kolejne związki oraz uwzględniając przeróżne konfiguracje związków płci obojga, gdzie także pojawiają się dzieci, okazuje się, że tradycyjny model staje się na naszych oczach czymś wyjątkowym, zasługującym na wyróżnienie i podkreślenie.

Nie popadając zanadto w dygresję, warto wskazać na kilka pojęć prawniczych, które zadomowiły się w mowie potocznej oraz ciekawostek językowych ze światka jurysprudencji. Najbardziej wyświechtanym przykładem będzie „konkubinat”, który na stałe zagościł w kronikach kryminalnych i jest kojarzony z niesformalizowanym związkiem, w którym pojawia się przemoc. Słowo to oderwało się od starożytnych korzeni, kiedy to oznaczało związek Rzymianina z kobietą, która nie mogła zostać jego żoną, lecz przysługiwał jej z tego tytuł szereg praw. W dzisiejszym świecie „konkubent” to synonim spoconego faceta w poplamionym podkoszulku, który po pijaku bije swoją konkubinę, a następnie trafia do głównego wydania wiadomości, których prezenterzy mogą żyć w podobnym układzie, ale wtedy to się nazywa „związek partnerski”.

Dziennikarze chętnie podchwytują prawnicze zwroty, dzięki czemu ich relacja ma wydać się odbiorcom bardziej profesjonalna. W ten sposób do obiegu wszedł czasownik „procedować”, oznaczający prace legislacyjne na projektem ustawy. Brzmi poważniej, podobnie jak „destynacja” (po staropolsku: cel podroży, według autokorekty: destylacja), „dedykowany” (po słowiańsku: przeznaczony), „wylistować” (dawniej: wymienić), etc.

Skoro już idziemy z duchem czasu (niem. „Zeitgeist” – żeby nie było, że tylko język angielski nas inspiruje), to pojawił się ostatnio mocny trend tworzenia żeńskich form zawodów prawniczych. Tak więc niektóre panie przedstawiają się jako adwokatki bądź radczynie prawne. Nie spotkałem jeszcze prokuratorki ani komorniczki, jak również sędziny. Tutaj być może oczywista uwaga: sędzina to żona mężczyzny będącego sędzią. Czy skoro sędzia to kobieta, to czy sędzia-mężczyzna to „sędź” albo „sędzi”? Dla odróżnienia „dżenderu” może być zastosowana feminatywa; mianowicie „sędziółka”, choć nie brzmi ona dobrze. Lepiej więc pozostańmy jeszcze przy tradycyjnych formach.

Teraz na poważnie: do przedstawicieli Temidy zwracamy się „Wysoki Sądzie” ewentualnie „Proszę Sądu”, (czekając na udzielenie głosu i w pozycji stojącej).

Nie wiesz jak się zachować i jak sobie poradzić przed Sądem? Zapytaj się adwokata.

Zaszufladkowano do kategorii Po godzinach | Dodaj komentarz

Kobiety z rocznika ’53

Za sprawą wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 6 marca 2019 r. (sygn. akt P 20/16), za niezgodny z Konstytucją uznano przepis powodujący obniżenie podstawy wymiaru emerytury z tytułu osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego o kwotę wcześniej wypłaconych świadczeń (tzw. wcześniejszych emerytur), co automatycznie przełożyło się na jej niższą wysokość.

Obecnie trwa batalia sądowo – parlamentarna o wyrównanie obniżonych świadczeń dla kilkudziesięciu tysięcy poszkodowanych kobiet z rocznika ’53, których dotyczył uznany za niekonstytucyjny przepis art. 25 ust. 1b ustawy o emeryturach i rentach z FUS, na podstawie którego Zakład Ubezpieczeń Społecznych obniżał kobietom emerytury.

Sejm nie kwapi się z podjęciem inicjatywy w tej kwestii, natomiast w Senacie pojawił się projekt ustawy, która ma rozwiązać systemowo ten problem. Ponieważ wspomniany projekt wyszedł z ław opozycji, to z przyczyn obiektywnych nie należy wróżyć mu wielkiego powodzenia i wziąć sprawy we własne ręce.

Pierwszy krok to złożenie wniosku o wznowienie postępowania w sprawie ustalenia wysokości emerytury. ZUS zazwyczaj wznawia postępowanie, lecz odmawia uchylenia decyzji, na mocy której określono wysokość świadczenia, argumentując, że minęło 5 lat od jej wydania, co uniemożliwia jej uchylenie, nawet pomimo wyroku TK. Paradoksem jest fakt, że Trybunał Konstytucyjny zastanawiał się nad orzeczeniem blisko cztery lata, co spowodowało, że zdecydowana większość kobiet, nie zdążyła zmieścić się w terminie 5 lat. Można jedynie przypuszczać, co było przyczyną takiej przewlekłości…

W takiej sytuacji konieczne jest złożenie odwołania do Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Dodatkowo, jeżeli przed pięcioma-sześcioma laty, odwołaliśmy się od ówczesnej decyzji emerytalnej do Sądu, należy ponadto złożyć wiosek o wznowienie postępowania przed Sądem, który rozpatrywał wówczas odwołanie.

Niezależnie od powyższego, można złożyć wniosek o ponowne przeliczenie wysokości świadczenia na podstawie art. 114 ustawy o emeryturach i rentach z FUS. Podstawy do złożenia takiego wniosku są dwie: pierwsza z nich to błąd organu rentowego, który wydał decyzję na podstawę przepisów uznanych za niekonstytucyjne; druga przesłanka to nowa okoliczność, która pojawiła się dopiero po publikacji wyroku TK w postaci niezgodności z Konstytucją przepisu art. 25 ust. 1b ustawy o emeryturach i rentach z FUS, lecz wywiera skutek wstecz, tj. od momentu wydania decyzji, którą należy uchylić.

Sądy skłaniają się do zastosowania pierwszej podstawy, czego dowodzą niedawne orzeczenia Sądów Okręgowych z Wrocławia i z Łodzi. Otwarte pozostają pytania, czy ZUS będzie wnosił apelacje od niekorzystnych dla niego wyroków oraz w jaki sposób przeliczy świadczenie? Wyrównanie przysługuje za trzy lata wstecz, licząc od dnia złożenia wniosku, więc warto podjąć walkę, zwłaszcza że postępowanie przed Sądem Ubezpieczeń Społecznych jest wolne od opłat sądowych.

Zaszufladkowano do kategorii Blog prawniczy | Dodaj komentarz

Rzecz o banalności zła.

W okresie świąteczno-noworocznym, dzięki oderwaniu od codziennej pracy można poświęcić czas na lektury wymagające skupienia i namysłu. Jedną z nich jest pozycja autorstwa Hanny Arendt dotycząca procesu hitlerowskiego zbrodniarza wojennego Adolfa Eichmanna. Przywołana książka, oprócz przytoczenia obszernej wiedzy odnośnie funkcjonowania machiny Holokaustu, zawiera także wywód prawny opisujący w jaki sposób możliwe było osądzenie tytułowego „bohatera” w Izraelu.

Należy bowiem mieć na uwadze, że Eichmann kilka lat po zakończeniu II Wojny Światowej uciekł do Argentyny, gdzie żył pod przybranym nazwiskiem aż do początku lat sześćdziesiątych, kiedy to zgodził się udzielić wywiadowi holenderskiemu dziennikarzowi, byłemu esesmanowi, któremu opowiedział o swojej przeszłości.

Niedługo po wspomnianym wywiadzie został uprowadzony przez agentów izraelskich służb specjalnych i przetransportowany do Izraela, gdzie rozpoczął się jego proces. Oskarżony o szereg zbrodni, podjął obronę, próbując przekonać sąd, że był tylko pionkiem w machinie wojennej i de facto starał się ulżyć cierpieniom Żydów, starając się aby deportacje i unicestwienie narodu odbyło się w możliwie humanitarny sposób.

Proces trwał niecały rok w pierwszej instancji. Rozprawy odbywały się dzień po dniu. Oskarżony wybrał obrońcę, niemieckiego adwokata, którego wynagrodzenie pokrył rząd Izraela (20 000 dolarów) i rodzina Eichmanna (15 000 marek niemieckich). Nie rozwodząc się szczegółowo na zagadnieniami opisanymi w książce, należy zwrócić uwagę, że sąd stanął przed zagadnieniem jurysdykcji krajowej, czyli musiał znaleźć legitymizację do osądzenia obywatela Niemiec o czyny, które w momencie ich popełnienia nie były przestępstwami. Sąd posłużył się przy tym konstrukcją zbrodni przeciwko ludzkości stworzoną po II Wojnie Światowej celem osądzenia niemieckich zbrodniarzy, których wierchuszka poniosła karę w procesach norymberskich.

Znamiennym jest, że większość świadków obrony złożyła zeznania w Niemczech lub Austrii, ponieważ ich przybycie do Izraela niechybnie spowodowałoby ich aresztowanie i osądzenie. Sąd wykorzystał zeznania złożone na piśmie pod przysięgą. Trzeba dodać, że zdecydowana większość sprawców średniego i niższego szczebla uniknęła odpowiedzialności karnej. Ciekawą okoliczność stanowił fakt, że zarówno Argentyna jak i zachodnie Niemcy nie domagały się ekstradycji swojego obywatela.

Sąd szczegółowo badał sposób organizacji Holokaustu i rolę oskarżonego, która polegała na koordynacji działań policji, SS, rządów okupowanych krajów, obozami Zagłady, armią, koleją, etc. Oskarżony był urzędnikiem, dzięki któremu niemalże do ostatnich dni wojny, nawet w obliczu wyzwolenia, Żydom groziła śmierć.

Nie trzeba dodawać, że za taką działalność wyrok mógł być tylko jeden.

Hannah Arendt „Eichmann w Jerozolimie.”

Zaszufladkowano do kategorii Po godzinach | Dodaj komentarz

Meandry windykacji

Przeprowadzane w ostatnim czasie „reformy” wymiaru sprawiedliwości połączone z zapaścią wydajności sądów sprawiają, że terminy wyznaczania rozpraw zaczynają przypominać długością okres oczekiwania na wizytę u lekarza specjalisty w publicznej służbie zdrowia.

Nowelizacja przepisów nakazująca sądom badanie terminu przedawnienia z urzędu, która w zamierzeniu miała chronić dłużników przed dochodzeniem przedawnionych roszczeń, wcale im się nie przysłuży. Raz, że termin przedawnienia będzie obliczany od końca roku, w którym roszczenie stało się wymagalne, a dwa, że w nowej regulacji pozostawiono furtkę pozwalającą sądowi nie uwzględnić terminu przedawnienia. Sąd zyskał pewne pole manewru i będzie decydować, czy nastąpiło przedawnienie.

Powyższy stan rzeczy powoduje, że wierzyciele, zamiast dochodzić roszczeń na drodze sądowej, skorzystają z usług różnej proweniencji firm windykacyjnych. Wierzyciele, mając utrudnioną drogę sądową, ze zdwojoną siłą będą próbować egzekwować długi na drodze pozasądowej. W tym kontekście trzeba poczynić uwagę, że Wrocław jest zagłębiem firm windykacyjnych, które ustanawiają swoiste standardy w tej branży.

Ostatnimi czasy, na firmamencie objawił się nowy, ostro grający windykator, który nawiązał do niechlubnych tradycji w tej dziedzinie. Mianowicie straszy dłużników, grozi im wizytą w domu lub w miejscu pracy, wyzywa słowami powszechnie zwanymi za obelżywe, wydzwania o różnych porach dnia i nocy, etc. Innymi słowy: wyczerpuje znamiona czynu z art. 107 kodeksu wykroczeń, a może nawet art. 191 kodeksu karnego. Działania w jego imieniu prowadzi anonimowy „Departament Prawny”, który nie potrafi się podpisać z imienia i nazwiska. Strona internetowa tego rekina windykacji nie dostarcza niestety informacji o jego adresie. W ten sposób żaden dłużnik nie przyjdzie z awanturą. Merytoryczna argumentacja w imieniu klienta zostaje skwitowana przez windykatora jednym zdaniem, niewartym cytatu.

Dla osób obeznanych z praktyką działań firm windykacyjnym, powyższy przypadek nie jest z pewnością żadnym novum. Jednakże odnoszę wrażenie, że wskutek niewydolności sądów i niemożności uzyskania wyroku w rozsądnym terminie, sporo wierzycieli zrezygnuje z drogi sądowej i sprzeda dług windykatorowi, który będzie następnie gnębił dłużnika. Oczywistym jest, że nie należy brać w obronę dłużników, którzy z premedytacją nie płacą faktur, jednak praktyka uczy, że częstokroć roszczenia są sporne z różnych powodów, których wyjaśnienie może nastąpić tylko na sali sądowej.

Dlatego widmo kilkuletniego procesu sądowego o zapłatę skutecznie zniechęci wierzycieli do wnoszenia pozwów i tym sposobem może nastąpić odrodzenie branży windykacyjnej. Dodatkowy czynnik w postaci korowodu zmian w przepisach nie pomoże usprawnieniu działalności sądów i pełnomocników. Kolejne nowelizacje procedury cywilnej przypominają zaś mieszanie wody w mętnym stawie, w którym najlepiej odnajdą się rekiny windykacji.

Zaszufladkowano do kategorii Blog prawniczy | Dodaj komentarz

Autowpis

Dzisiejszy wpis poświęcony będzie zagadnieniu na styku prawa i motoryzacji. Zważywszy jednak na miejsce publikacji, wyraźna będzie przewaga elementu prawniczego.

Na podstawie Dyrektywy 2000/26/WE oraz rozporządzenia Rady nr 44/2001 z dnia 22 grudnia 2000 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych, poszkodowany w wypadku drogowym może wytoczyć powództwo sądowe przeciwko ubezpieczycielowi w zakresie odpowiedzialności cywilnej w Państwie Członkowskim, w którym ma on miejsce zamieszkania.

Przekładając powyższe zdanie na język zrozumiały dla nie-prawnika: jeżeli miałeś wypadek nie ze swojej winy za granicą, możesz dochodzić odszkodowania w Polsce. Zagraniczni ubezpieczyciele posiadają w Polsce reprezentantów do spraw roszczeń, którzy w ich imieniu prowadzą postępowanie likwidacyjne w Polsce. Tutaj uwaga – jeżeli sprawca wypadku za granicą, np. we Francji, miał pojazd ubezpieczony w Axa France, wcale nie oznacza to, iż w Polsce jego reprezentantem także będzie Axa, gdyż jest nim akurat Powszechny Zakład Ubezpieczeń. Na stronie internetowej Państwowego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych znajduje się wykaz reprezentantów dla poszczególnych ubezpieczycieli zagranicznych.

W ten oto sposób, dzięki przepisom unijnym mamy możliwość przeprowadzenia likwidacji powstałej za granicą szkody w Polsce. Jeżeli nie odpowiada nam wysokość odszkodowania, możemy pozwać ubezpieczyciela zagranicznego przed sądem właściwym ze względu na nasze miejsce zamieszkania. Oprócz konieczności uiszczenia opłaty sądowej od pozwu musimy liczyć się z tym, że sąd może nas wezwać do wpłacenia zaliczki na poczet kosztów przetłumaczenia pozwu i załączników na język obcy. Przetłumaczony pozew wraz z załącznikami sąd wysyła na adres siedziby zagranicznego ubezpieczyciela. Dalszy tok sprawy zależy od tego, czy przeciwnik podejmie aktywną obronę. Jeżeli tego nie uczyni, to jest duża szansa na uzyskanie wyroku zaocznego, co pozwoli nam pominąć postępowanie dowodowe i umożliwi szybsze uzyskanie prawomocnego i wykonalnego orzeczenia.

Jeżeli zagraniczny ubezpieczyciel posiada oddział w Polsce, możemy prowadzić egzekucję z jego majątku na terenie naszego kraju. Jeżeli jednak ubezpieczyciel funkcjonuje tylko za granicą, wtedy musimy wystąpić o wydanie zaświadczenia umożliwiającego egzekucję w obcym kraju. Na podstawie wspomnianego zaświadczenia, komornik w kraju, gdzie siedzibę posiada nasz przeciwnik, powinien wszcząć i przeprowadzić egzekucję w celu odzyskania odszkodowania oraz kosztów sądowych.

Reasumując można odnieść wrażenie, że dobre chęci unijnego prawodawcy w postaci ułatwienia zdobycia odszkodowania zderzają się z oporem materii w kwestii chociażby problemów z międzynarodowym obrotem korespondencji sądowej, która jest czasochłonna i nie daje pewności czy dana przesyłka została faktycznie doręczona. Wiele zależy od specyfiki kraju, w którym siedzibę ma pozywany ubezpieczyciel. Czasem jednak udaje się pozytywnie załatwić sprawę już na etapie przedsądowym, za pomocą reprezentanta do spraw roszczeń.

Zaszufladkowano do kategorii Blog prawniczy | Dodaj komentarz

I Półrocze 2019 – podsumowanie

Nadchodzą wakacje, więc można pokusić się o podsumowanie pierwszego półrocza mojej działalności w 2019 roku.

Niewątpliwym pozytywem jest nawiązanie współpracy z Radą Osiedla Powstańców Śląskich, gdzie każdego czwartku udzielam porad prawnych mieszkańcom okolicznej dzielnicy. Inicjatywa spotkała się ze sporym odzewem i zainteresowaniem. Właściwie na każdym dyżurze zjawiają się osoby potrzebujące wsparcia. Osiedle należy do jednego z najgęściej zaludnionych we Wrocławiu i liczy około pięćdziesięciu tysięcy mieszkańców. Ponadto sąsiaduje z innymi, niemniej licznymi osiedlami takimi jak: Borek i Gajowice. Niewiele osób wie, że ulica Gajowicka, przy której mieści się siedziba Rady Osiedla stanowi granicę pomiędzy wspomnianymi trzema osiedlami, co powoduje że z porad korzystają także mieszkańcy Borku, Gajowic, a nawet Przedmieścia Świdnickiego, czy Gaju. Należy nadmienić, że w tym samym czasie dyżur pełnią radni osiedlowi, którzy służą pomocą we wszelkich sprawach dotyczących lokalnej społeczności.

Problemy prawne, z którymi najczęściej borykają się osoby przychodzące po pomoc koncentrują się wokół szeroko rozumianego prawa cywilnego. Ponieważ duża część okolicznych mieszkańców to seniorzy, którzy nie korzystają z Internetu i potrzebują skorzystać z porady w cztery oczy, najczęściej poruszane tematy dotyczą spraw spadkowych oraz rodzinnych, a także emerytalno-rentowych, co jest o tyle zrozumiałe, że nieopodal mieści się Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Ponadto, przez wiele lat swoją siedzibę przy ulicy Gajowickiej miało dowództwo Śląskiego Okręgu Wojskowego w związku z czym okoliczne bloki zamieszkują licznie wojskowi emeryci. W ramach Tygodnia Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem w lutym miałem okazję podczas jednego z dyżurów udzielać porad prawnych ofiarom przestępstw.

Zdecydowana większość porad dotyczyła relatywnie prostych spraw z prawnego punktu widzenia, jednak uświadomiła po raz kolejny niewielki poziom edukacji prawniczej w społeczeństwie i konieczność podjęcia działań w celu poprawy tego niepokojącego zjawiska.

W trakcie jednego z dyżurów poznałem radną Martynę Wilk, która wyszła z inicjatywą zorganizowania spotkania o charakterze szkoleniowym w temacie prawnych aspektów konkubinatu. Prelekcja, skierowana do członkiń Dolnośląskiego Kongresu Kobiet spotkała się z zainteresowaniem w związku z czym we współpracy z Katarzyną Danielewską-Drzazgą z Centrum Praw Kobiet w połowie czerwca mieliśmy przyjemność i zaszczyt gościć w Hart Hostel&Art we Wrocławiu na spotkaniu, w trakcie którego mówiliśmy o tym, jak uniknąć problemów finansowych i prawnych. Tematyka szkolenia koncentrowała się wokół chwilówek, windykacji oraz sposobów ochrony danych osobowych przez oszustwami. Bardziej szczegółowy opis poruszonych tematów można znaleźć tutaj: Blog.

Obydwie prelekcje, prowadzone w kameralnej atmosferze, spotkały się z żywym zainteresowaniem oraz wieloma pytaniami, co utwierdziło nas w słuszności co do obranego kierunku działania i zachęciło do podjęcia kolejnych inicjatyw, o których z pewnością będę informował na łamach niniejszej strony internetowej.

Zaszufladkowano do kategorii Po godzinach | Dodaj komentarz

Spotkanie – jak uniknąć kłopotów finansowych i prawnych?

Dnia 13.06.2019r. będę miał przyjemność wraz z Katarzyną Danielewską-Drzazgą z Centrum Praw Kobiet we Wrocławiu poprowadzić spotkanie o tym jak uniknąć kłopotów finansowych i prawnych. Punktem wyjścia będzie tematyka tzw. „chwilówek” oraz ogłoszeń pod tytułem „Kupię każde mieszkanie” czy „Przyjdź na bezpłatny pokaz”. Powiemy także na czym polega upadłość konsumencka oraz jak skutecznie bronić się przed windykacją.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, z jak wysokim ryzykiem wiąże się zawieranie umów o pożyczkę, zwanych potocznie chwilówkami. Pomimo, że regulacje prawne regulują wysokość maksymalnych odsetek, zaś łączny – pozaodsetkowy koszt pożyczki nie może przekroczyć 100% pożyczonej kwoty, to wiele firm pożyczkowych nadal znajduje sposoby na dodatkowy zarobek poprzez np. obciążenie klientów opłatami przygotowawczymi za przyjęcie wniosku, „ubezpieczenie” pożyczki za dodatkową składką, czy też pobieranie opłat za każdą czynność związaną z odzyskaniem długu, czyli wysłanie wezwania do zapłaty, telefoniczne upomnienie bądź terenową wizytę rosłego windykatora u dłużnika.

Z pewnością zaciekawienie każdego przechodnia budzą wiszące na słupach ogłoszenia „kupię każde mieszkanie”. Jaka pułapka się za nimi kryje? Otóż częstokroć kupiec oferuje sprzedaż za stosunkowo niewielką sumę, płatną gotówką przy zawarciu umowy, a resztę w ratach lub w formie renty dożywotniej, czyli obietnicy ponoszenia kosztów utrzymania osoby sprzedającej mieszkanie. Należy pamiętać, że wyzbywając się mieszkania, tracimy prawo do przebywania w nim i jeżeli w umowie sprzedaży nie zagwarantujemy sobie dożywotnio takiego prawa, to nabywca mieszkania może nas bezlitośnie eksmitować na bruk. Takie oferty są kuszące dla osób, które pilnie potrzebują gotówki lub dla osób starszych, którymi nikt się nie opiekuje.

Opowiemy także o zagrożeniach, które wiążą się z uczestnictwem w bezpłatnych pokazach oraz ryzykiem inwestowania oszczędności w instrumenty finansowe takie jak polisolokaty, czy obligacje.

Rynek usług finansowych jest pełen pułapek i warto wiedzieć, jak się skutecznie bronić przed nadużywaniem prawa ze strony nieuczciwych firm. Jak napisać sprzeciw od nakazu zapłaty, jakie zarzuty podnieść, gdzie można się odwołać, do kogo zwrócić się o pomoc?

Na wszystkie pytania postaramy się odpowiedzieć 13.06.2019r. o godzinie 18:00 w Hostelu HART we Wrocławiu przy ul. Rydygiera 25a.

Serdecznie zapraszam.

Zaszufladkowano do kategorii Blog prawniczy | Dodaj komentarz

Prawne aspekty konkubinatu

W związku z rosnącą liczbą konkubinatów (zwanych też związkami partnerskimi lub nieformalnymi), warto omówić w jaki sposób ta coraz bardziej popularna formuła wspólnego życia odnajduje się w realiach polskiego prawa.

Nasze przepisy milczą na temat konkubinatu pomimo, że ten rodzaj związku był znany już w starożytnym Rzymie. Zastosowanie znajdują przepisy regulujące stosunki prawne między obcymi osobami. Wyjątkiem jest prawo rodzinne. Obydwoje partnerzy mają pełnię władzy rodzicielskiej, prawo do kontaktów z dzieckiem i obowiązek utrzymywania dzieci. Problem zaczyna się przy rozstaniu rodziców. W razie rozwodu sąd kompleksowo reguluje powyższe kwestie, natomiast w przypadku rozejścia rodziców-konkubentów, zachodzi konieczność ustalenia komu przysługuje władza rodzicielska oraz określenia wysokości alimentów na drodze sądowej. Ponadto może zajść potrzeba ustalenia kontaktów rodzica z drugim rodzicem, który nie mieszka z dzieckiem. Nie trzeba dodawać, że takie sprawy są obciążone sporym ładunkiem emocji.

Wiele problemów może nastręczyć także kwestia dziedziczenia, gdyż w świetle prawa konkubent to osoba obca. Warto zawczasu rozważyć sporządzenie testamentu lub dokonanie darowizny na rzecz partnera. Jeżeli partnerzy są w podobnym wieku to powstaje jednak pytanie, kto powinien dokonać takiej darowizny? Testament również może nie stanowić ostatecznego rozwiązania problemu, gdyż spadkobierców ustawowych trzeba wezwać do notariusza lub przed sąd aby uczestniczyli w sprawie o stwierdzenie nabycia spadku. Spadkobiercy ustawowi (czyli krewni spadkodawcy dziedziczący z mocy ustawy) mogą podważać testament lub domagać się zapłaty zachowku, czyli połowy majątku spadkodawcy, który przypadałby im, gdyby testamentu nie było. Zawsze można jednak znaleźć rozwiązanie adekwatne do sytuacji danej pary.

Istotne są również kwestie majątkowe, związane przede wszystkim z kupnem nieruchomości. Jeżeli np. jeden z partnerów kupuje mieszkanie, zaś drugi partner spłaca jego kredyt, to nie nabywa w ten sposób prawa do mieszkania. W najlepszym razie przysługuje mu roszczenie o zwrot przeznaczonych na ten cel pieniędzy. Kupiona nieruchomość może zostać odziedziczona przez małżonka bądź przez dzieci z poprzedniego związku.

Należy także uwagę na ryzyka związane z rejestrowaniem działalności gospodarczej na partnera, który odpowiada za długi oraz zobowiązania podatkowe. Taka sytuacja zdarza się dosyć często, gdy partnerowi faktycznie prowadzącemu biznes powinęła się noga i ze względu na wierzycieli, nie jest w stanie pod własnym nazwiskiem prowadzić firmy.

Reasumując warto zauważyć, że powyższe uwagi w równym stopniu odnoszą się do związku hetero- oraz homoseksualnych. Powstała w ten sposób równość wobec prawa raczej nie była zamierzona przez ustawodawcę.

28 marca odbędzie się spotkanie z adwokatem traktujące szerzej o powyższym temacie. Więcej szczegółów można znależć na wydarzeniu na facebooku.

Zaszufladkowano do kategorii Blog prawniczy | Dodaj komentarz

Silva rerum

Silva rerum (łac. las rzeczy) to rodzaj dziennika prowadzonego przez polskich szlachciców, w których zapisywali bieżące wydarzenia, przemyślenia, wiersze, przepisy kulinarne, informacje rodzinne (śluby, pogrzeby, wesela etc.) oraz przeróżne, godne odnotowania fakty. Dziennik był przekazywany następnym pokoleniom tworząc swoistą kronikę rodzinną.

Ostatnimi czasy wspomniane łacińskie pojęcie powróciło za sprawą książki autorstwa litewskiej pisarki Kristiny Sabaliauskaite. Jej powieść dotyczy dziejów szlacheckiego rodu Narwojszów na przestrzeni burzliwych dziejów Rzeczpospolitej Szlacheckiej XVII i XVIII wieku. Poznajemy realia ówczesnego życia w Wilnie oraz rodowego dworu w Milkontach na tle wydarzeń historycznych. Polski czytelnik może dotychczas zapoznać się z dwoma tomami tetralogii, która zawiera wątki przygodowe oraz obyczajowe. Wartka akcja, polityka w tle oraz szeroka galeria ciekawych postaci, połączona ze szczegółowym opisem sposobu życia ówczesnego społeczeństwa tworzą doskonały materiał na film, a może nawet serial.

Zdecydowanie polecam.

Zaszufladkowano do kategorii Po godzinach | Dodaj komentarz